No i nadszedł ten dzień... szczególny, dzień dwudziestych urodzin. Niby dzień jak co dzień... niedziela. Wyjątkowy także dlatego, że po dwóch latach przerwy znowu tu piszę... Muszę to gdzieś z siebie wyrzucić, ale znając mnie nie będę potrafiła tego przelać "na papier".
Po pierwsze czuję się, tak jak się czułam do tej pory, zadnej konkretnej zmiany wewnątrz. Dalej tak samo - w środku dziecko, a na zewnątrz chyba coraz szybciej postępujące znaki, że już z przodu nie jedynka tylko dwójka. Czy mam się przejmować? Powinnam się cieszyć, że jeszcze w tym wieku na twarzy pojawia się - niemożliwie trudny do usunięcia - trądzik? Czy jak go tam zwią. Zmarszczki? Mimiczne czy w "strefie A"? Phii... Nie patrzę. Kiedy patrzę w lustro to staram się skupiać tylko na jednej rzeczy, nigdy nie ogarniam "tego" (czyt. wielkiej głowy) w całości. Albo tylko włosy, albo wspomniany nieznośny trądzik. Nawet u fryzjera, chociaż i tak nie mam bryli i widzę jak przez mgłę, to i tak nie patrzę, bo na co... Po co "popadać w doła" przy dzisiajszej kulturze lansującej nie wiadomo co.
Podsumowując moje dotychczasowe życie, które nie było zbyt "porywiste", crazy i wogóle... (gdyż od jakiś kilku lat powtarzam sobie, że na to przyjdzie pora, haha) cieszę się, że w ciągu tych lat nauczyłam się dystansu do siebie... Oczywiście zdarzają się sytuacje... ale w porówaniu z tym co było hoho i jeszcze wcześniej, stwierdzam, że jest dobrze. I tu musze zaznaczyć, że jest to zasługa takich dwóch, tak, tak... Więc w tym miejscu chciałabym podziękować, bo chyba bez tego, już w wieku 20 lat miałabym siwe włosy i jakąś nerwice. Swierdzam od dziś, że jeśli chcę się wyśmiewać z innych: wyglądu, charakteru, przyzwyczajeń itp to muszę sama umieć śmiać się i zaakceptować to jaka jestem. W przyrodzie musi być równowaga, prawda? Ktoś jest brzydki, a ktoś ładny, ktoś mądry, a ktoś głupi jak but. Nikt nie może mieć wszystkiego, bo by było nudno.
Po drugie dzisiaj dostałam życzenia od osób które naprawdę pamiętały o moich urodzinach, przynajmniej mam taką nadzieję :D. A to dlatego, że już pół roku temu wyłączyłam tą, jakże ważną opcję na nk. I co? Wchodząc na swój profil- brak życzeń. Niespodzianka ? Ależ skąd!
Po trzecie, chociaż sama nie czuję konkretnych zmian, to zdaję sobie sprawę, że powinnam zacząć mysleć poważniej o swoim życiu. No wiecie... chłopak (zdziwienie? w moim przypadku jeszcze go brak), praca, jakieś obowiązki... A u mnie nic! Zero.
Z punktu widzenia dzisiajszej młodzieży, że się tak wyrażę, powinnam mieć już męża, a jeśli nie męża to przynajmniej trzy- lub czteroletnie dziecko. No i tu też jestem do tyłu, bo nie mam.
Kończąc moje "przemyślenia", stwierdzam, że te 20 urodziny to zaden przełom w moim życiu (jak narazie).
Ponadto oznajmiam wszystkim, że mając lat 18 plus VAT (jeszcze mały), nie czekam na następne urodziny... cyferki się zmieniają, ale w moim przypadku, jak narazie, dużych zmian nie czynią.
Jeśli ktoś to przeczytał w całości to gratuluję..., jeśli wiecie o czym pisałam to pełen szacun, jeśli nie... to może nie umiem pisać...
Wydaje Ci się że znasz tę osobę bardzo dobrze, znacie się od dobrych paru lat. Wiele przeżyliście, wszystko robiliście wspólnie... Jednak okazuje się pewnego dnia, że ta osoba jest całkiem inna..., wcześniej tego nie widziałeś a teraz zastanawiasz się dlatego tak różne osoby, nie mające może nawet wspólnych zainteresowań przyjaźniły się. To dziwne... czasem myślisz, że to może Ty się zmieniłeś, może dojrzałeś do pewnych rzeczy. Zaczynasz dostrzegać, że ktoś inny ma gorzej od ciebie, że nie śmieszą Cię już dowcipy koleżanki, nie potrafisz zrozumieć zachowań innej osoby....
Myślałam, że Was rozumiem, ale chyba jest inaczej... nie zmuszajmy się do niczego... zróbmy sobie przerwę, może wkońcu uda nam sie zrobic coś wspólnie... jak dawniej...